czwartek, 17 października 2013

czas z mamą

Ostatnio tatuś więcej pracował i nie było go prawie wcale w domku. Jeździł codziennie do Warszawy, a ja zostawałam z mamusią.
Z mamusią jest fajnie. Pomagam jej gotować (nie plątam się po kuchni) i robić zakupy (wrzucam dużo rzeczy do koszyka, żeby było szybciej). Czasami mogę pooglądać bajki, gdy mamusia robi obiad. Mamusia gotuje pyszne obiadki. Ja najbardziej lubię jeść makaron ;)


Po obiadku wychodzimy razem na spacer. Teraz często pada deszcz, bo jest jesień, ale mamusia pozwala mi poskakać po kałużach :) Muszę uważać, bo jak zamoczę spodnie to trzeba szybko wracać do domku.


Niedaleko jest las, do którego czasem chodzimy. Zbieramy tam liście, kasztany, żołędzie, szyszki, a nawet patyki :) Później przynosimy wszystko do domku, oglądamy i zastanawiamy się co z tego można zrobić. Mamusia mówi, że to są dary jesieni... Ciekawe co nam zima przyniesie ;)


Bardzo lubię bawić się z mamusią klockami, piłkami, kolorować kredkami, czytać bajki... ale najfajniej bawimy się zabawkami zrobionymi razem.


Wieczorem z pracy wraca tatuś i jak zje obiad, to podziwia nasze dzieła. On również przynosi do domku kasztany i żołędzie.
Bardzo lubię zostawać z mamusią, ale tatuś też jest mi bardzo potrzebny ;)



piątek, 27 września 2013

niespodzianka dla dziadzia

W związku z tym, że dziadzio miał niedawno urodziny, a jutro ma imieniny, postanowiliśmy z rodzicami zrobić mu niespodziankę :) Spakowaliśmy trochę naszych rzeczy, zabrałam swojego kotka i pojechaliśmy do Iwonicza. Dziadzio bardzo się ucieszył z naszej wizyty, właściwie wszyscy się ucieszyli... no może oprócz cioci Karoliny, która niestety była akurat w Krakowie. 
Z babcią, dziadziem i wujkiem spędziliśmy tylko dwa dni, ale i tak było super. Bawiłam się z każdym, a nawet zostawałam z babcią i dziadziem, jak rodzice chcieli jechać coś załatwić. Jadłam wtedy takie jajka z niespodzianką, specjalnie dla dziewczynek ;) Dziadzio zabrał mnie raz na trampolinę i do piaskownicy. Zrobiło się już zimno i nie mogłam zbyt długo skakać.
W niedzielę była impreza imieninowa dziadzia i przyszedł nawet Maciuś :) Bawiliśmy się w wyścigi samochodowe. Mieliśmy dwa pudła, w których siedzieliśmy, a wujek Krzysiek i wujek Andrzej nas wozili ;) Było bardzo fajnie i szybko zleciał mi czas. Mam go teraz trochę więcej, bo już nie śpię w dzień :) Tak, tak, jestem coraz starsza. Niedługo skończę dwa i pół roku ;) Ciocia mówi, że nie jestem już dzidziusiem, tylko dziewczynką. Umiem chodzić, mówić, sama jeść, nie noszę już pieluszek, no i nie śpię w ciągu dnia :) No... naprawdę jestem duża :) Ostatnio nawet taka jedna pani w sklepie myślała, że mam prawie cztery lata :D
Od babci i dziadzia nie chciało mi się wracać, ale jak dojechaliśmy i dałam całuska wszystkim moim zabawkom, zasnęłam sobie spokojnie w swoim (jeszcze małym) łóżeczku ;)

Dzisiaj babcia Ela ma urodziny (nie udało się namówić rodziców na kolejną niespodziankę), więc chciałam jej życzyć wszystkiego najlepszego, spełnienia marzeń i dużo trufli (to ulubione cukierki babci)!!!


niedziela, 8 września 2013

wizyta cioci Karoliny

Przez ostatni tydzień była u mnie ciocia Karolina :) Niestety dzisiaj musiała już wracać do Krakowa... szkoda.
Wszystkie te dni z ciocią były super i bardzo szybko mijały. Codziennie rano budziłam ciocię i zaciągałam do mojego pokoju, żeby się ze mną bawiła :) Ciocia bardzo lubiła te poranki i moje pobudki ;) Czasami nawet wylegiwałam się z nią w łóżku, ale rodzice nie pozwalali mi spędzić tam całej nocy.


Jak rodzice chcieli jechać na zakupy, to zostawałam z ciocią w domku. Bawiłyśmy się misiami i piłką, którą ciocia przywiozła mi znad morza. Raz nawet zrobiłyśmy taki wózek z klocków dla misia :) Ciocia przywiązała mi do wózka sznurówkę z mojego buta (akurat nie było nigdzie sznurka) i mogłam sobie wozić go po całym mieszkaniu. Czasami siadałyśmy przy balkonie i rozpoznawałyśmy kolory samochodów, które akurat przejeżdżały.
Jak tatuś wyjeżdżał do pracy, to wychodziłam z mamusią i ciocią na plac zabaw. Ciocia to nawet ze mną ze zjeżdżalni zjeżdżała :) i robiła fikołki przy drabinkach :D


Jak była u nas ciocia, to mogłam jeść więcej słodyczy (bo ciocia jadła) i chodzić później spać. W ogóle było super. Szkoda, że ciocia nie może z nami mieszkać cały czas... Mam nadzieję, że znowu niedługo nas odwiedzi :)

piątek, 23 sierpnia 2013

wakacje w Iwoniczu

Właśnie wróciłam z wakacji u babci i dziadzia. Byłam u nich aż dwa tygodnie. W Iwoniczu było super! Mogłam robić co chciałam, bo na wszystko pozwalał mi dziadzio, i mogłam jeść co chciałam, bo o to dbała babcia :)
Całe dnie wszyscy się ze mną bawili. Babcia niestety musiała jeździć do pracy, ale za to z dziadziem chodziłam na malinki, borówki i jeszcze na trampolinę do sąsiadów. Wieczorami pozwalał mi nawet trenować skoki na swoim łóżku ;)
Z wujkiem Krzyśkiem bawiłam się samochodami, a z ciocią Karoliną trenowałam malowanie paznokci i ust ;) Gdy babcia wracała z pracy dostawałam różne słodycze, lody i zabawki :)
Na wakacjach bawiłam się w basenie, w piaskownicy, huśtałam na huśtawce, jadłam słodycze, wylegiwałam na leżaku, chodziłam do dzieci, bawiłam się z Maciusiem i w ogóle mogłam wszystko ;)
Bardzo żałuję, że to się już skończyło i musieliśmy z rodzicami wracać. Mam nadzieję, że niedługo znów odwiedzimy babcię i dziadzia, albo oni odwiedzą nas ;) A oto kilka pamiątkowych zdjęć z tych niezapomnianych dni.






Jest jeszcze jedna korzyść z tych wakacji. Nagle wszyscy zaczęli mnie rozumieć!!! I nikt już nie robił zdziwionych oczu, gdy mówiłam "dziadziu mikili oti" :)   <tłum. dziadziu zerwij mi malinki>.


czwartek, 1 sierpnia 2013

spotkanie nad morzem

W ostatni weekend byłam z rodzicami nad morzem. Pojechaliśmy aż na Hel, czyli na sam koniec Polski. Nigdy jeszcze tam nie byłam, chociaż rodzice mówią coś innego ;)
Wybraliśmy się w piątek, jak tatuś wrócił z pracy. Długo jechaliśmy, aż zobaczyłam przez okno wielką wodę. Gdy byliśmy już na miejscu, rozpakowaliśmy się i poszliśmy na plażę. Okazało się, że spotkaliśmy tam babcię Krysię i ciocię Basię!!! Akurat wtedy były też tam na wakacjach. Już w pierwszy dzień weszłam do morza żeby pomoczyć nogi. Woda była bardzo zimna, ale spodobał mi się piasek. Chciałabym mieć taką wielką piaskownicę ;)


W sobotę, gdy się wyspaliśmy, poszliśmy wszyscy na inną plażę, taką wielką. Było bardzo ciepło i mamusia pozwoliła mi się pochlapać w wodzie. Na szczęście morze zrobiło specjalny basen dla dzieci i mogłam chlapać się bez strachu, że jakaś fala mnie przewróci.


Jak już się wszyscy poopalali i wykąpali, trzeba było iść na obiadek zjeść oczywiście rybkę :) Po obiadku był odpoczynek i wieczorny spacer deptakiem.
W niedzielę była trochę gorsza pogoda i już nie mogłam się kąpać... Chodziliśmy więc sobie na spacerki, jedliśmy lody i rybki i oglądaliśmy statki. Babcia kupiła mi fajne rzeczy i pamiątki. Później trzeba już było wracać do domku...
Nad morzem było bardzo fajnie i mam nadzieję, że niedługo uda nam się znowu tam pojechać.



niedziela, 21 lipca 2013

wycieczka do Lichenia

Wczoraj byliśmy na wycieczce w Licheniu. Licheń to taka miejscowość gdzie jest bardzo duży kościół, który się nazywa sanktuarium. W tym kościele jest cudowny obraz, do którego modlą się ludzie. Naokoło kościoła są kramy z różnymi pamiątkami i zabawkami.
Na początku jak przyjechaliśmy, to myślałam, że właśnie na te kramy pójdziemy, ale rodzice ominęli je szerokim łukiem. Nie wiem dlaczego akurat wtedy poszliśmy drugą stroną ulicy. Zapomnieliśmy mojego wózka i wszędzie musiałam chodzić na nogach. Po przybyciu na miejsce okazało się, że tam trzeba bardzo dużo chodzić, bo kościół jest ogromny, ale jakoś dałam radę ;) Najpierw zwiedzaliśmy różne kaplice, dzwonnice i oglądaliśmy rzeźby i figury świętych. Po przebyciu dość długiej drogi zobaczyliśmy ten wielki kościół, to znaczy sanktuarium... Usiedliśmy sobie na ławce i patrzyliśmy jaki jest duży i błyszczący...


Jak już sobie trochę odpoczęliśmy, to poszliśmy do środka. W środku kościoła były ławki i szerokie przejścia. Pooglądaliśmy ołtarze, ale cudowny obraz był zasłonięty. Poszliśmy więc za ołtarz żeby chociaż od tyłu go zobaczyć. Niestety niewiele widziałam... Na szczęście zaraz zaczynała się Msza i obraz się odsłonił. Był bardzo piękny i cały się świecił.


Rodzice chcieli zostać na całej Mszy, ale ja zgłodniałam i musieliśmy wyjść żebym mogła coś zjeść. Usiedliśmy sobie pod pomnikiem na ławce i zajadałam. Jak już byłam najedzona, chciałam wyjechać windą na wieżę, ale mamusia się bała i zostaliśmy na dole.


Pochodziliśmy jeszcze po ogrodach, kaplicach, kupiliśmy pamiątki i nagle zrobiło się bardzo późno. Wróciliśmy do samochodu (znowu omijając kramy drugą stroną ulicy) i pojechaliśmy do domku. Po drodze śpiewaliśmy piosenki, bo tatuś się bał, że zasnę. Gdy wróciliśmy, miałam jeszcze siły żeby pozjeżdżać kilka razy na zjeżdżalni pod blokiem.
Uważam, że wycieczka się udała. Było ciekawe miejsce, ładna pogoda, jedzenie, nawet łazienki znaleźliśmy... szkoda tylko tych kramów ;)

sobota, 13 lipca 2013

pieczemy ciasto

Dzisiaj było bardzo deszczowo i nie dało się wyjść na plac zabaw. Troszkę nam się z mamusią nudziło, więc postanowiłyśmy upiec ciasto. Myślałam, że pieczenie ciasta to coś trudnego, ale okazało się, że bardzo się myliłam :)
Do upieczenia ciasta potrzebny jest przepis (żeby wiedzieć jakie ciasto chce się upiec) i wszystkie wymienione w nim produkty. Wybrałam do upieczenia babkę cytrynową, bo bardzo ją lubię.

Najpierw pomagałam mamusi przygotować wszystkie składniki i poukładać na stole.


Następnie mamusia wkładała składniki do miksera, bo ja się trochę bałam, że mi wkręci palce ;) Mikser kręcił i kręcił.


Jak już się wszystko ukręciło, to surowe ciasto trzeba było włożyć do foremki.


Co prawda mamusia nie pozwoliła mi tym razem wylizać miski, ale i tak spróbowałam jak smakuje ciasto na surowo. Nie było zbyt dobre.
Teraz trzeba było włożyć ciasto do piekarnika, żeby się upiekło. Pieczenie trwało najdłużej... no i to czekanie, aż całkiem wystygnie ;) Gdy wystygło, można je było wreszcie wyciągnąć na talerz.


Mamusia posypała ciasto cukrem pudrem i pokroiła na kawałki. Pozostało już tylko spróbować.


Ciasto wyszło nam pyszne. Zajadałyśmy się nim z mamusią w oczekiwaniu, aż tatuś wróci z pracy. Dla niego też trochę zostawiłyśmy ;) Muszę przyznać, że pieczenie ciasta jest bardzo łatwe i na pewno będę robić to częściej.