środa, 3 lipca 2013

pożegnania // powitania

Już od dwóch dni mieszkam w nowym domku. Mam swój pokój z zabawkami i śpię w nim sama, bez rodziców. Rodzice też mają swój pokój :) Jest jeszcze trzeci, w którym ogląda się bajki i w którym będą spali goście, którzy nas odwiedzą. Na dworze jest plac zabaw z huśtawkami, zjeżdżalnią i piaskownicą. Dzisiaj byłam nawet z tatusiem go wypróbować. Zapomniałam tylko zabawek do piasku z Iwonicza, ale może rodzice kupią mi tutaj nowe, żebym nie musiała wozić. Miasto, w którym teraz mieszkam nazywa się Włocławek. To bardzo trudna nazwa, jeszcze nie potrafię jej wymówić.
Zanim tutaj przyjechaliśmy, mieliśmy w Iwoniczu super imprezę pożegnalną. Przyszedł nawet Maciuś z rodzicami, żeby się ze mną pożegnać. Na początku imprezy siedzieliśmy w domku, a później poszliśmy na dwór palić grilla i piec kiełbaski. Znalazłam nawet resztki mojej kałuży, ale jakoś zawsze gdy chciałam do niej wejść, znalazł się ktoś, kto mnie złapał :( Gdy kiełbaski się upiekły, to mamusia pokroiła mi moją porcję na talerzyk od dziadzia i mogliśmy jeść.


Po jedzeniu mogłam się wreszcie pobawić z ciocią Karoliną w skoki (bo ciocia też przyjechała żeby nas pożegnać), z wujkiem Krzyśkiem w berka i z Maciusiem w chowanego. Szukałam go długo, aż znalazłam na huśtawce. Trochę był już zmęczony i chciało mu się spać, więc usiadłam sobie obok niego i razem się huśtaliśmy.


Później Maciuś musiał jechać do swojego domku, ja musiałam iść spać, a dorośli dalej się bawili. Najlepsza zabawa zawsze mnie omija...
Następnego dnia była niedziela i poszłam z rodzicami do kościółka. W pewnym momencie podszedł do nas ksiądz z koszykiem pełnym pieniążków. Próbowałam sobie zabrać jakiś pieniążek, ale mamusia mi nie pozwoliła. Szkoda, byłoby na loda ;)
W poniedziałek, gdy miała już być noc, zapakowaliśmy cały samochód rzeczy, pożegnaliśmy się, i ruszyliśmy w daleką drogę. Jechaliśmy chyba pół nocy, ale ja na szczęście dużo spałam. Gdy się obudziłam, dojeżdżaliśmy na miejsce. Byłam bardzo podekscytowana. Przyszliśmy do mieszkania i zaraz zobaczyłam Edzia, Zygmusia, moje łóżeczko i wszystkie moje zabawki, które ostatnio poznikały z Iwonicza. Tatuś przyniósł moją pościel i myślał, że pójdę spać, ale mi się wcale nie chciało ;) Chciałam się bawić moimi odzyskanymi zabawkami :) Niestety musiałam poczekać do rana, bo mamusia zarządziła ciszę nocną i nie dała się przebłagać...
Rano, gdy wstałam, mogłam się bawić do woli. Mój pokój wstępnie wyglądał tak.


Na razie tatuś jest z nami w domku, bo się nic w sklepach nie psuje i nie musi jeździć naprawiać. Bawimy się razem, chodzimy na zakupy i jest fajnie. Brakuje mi tylko tutaj babci, dziadzia i wujka Krzyśka. Rozmawiam za to z nimi codziennie na skypie i mam nadzieje, że niedługo pojedziemy ich odwiedzić, albo oni przyjadą do nas.

środa, 26 czerwca 2013

błotko

Ostatnie dni są bardzo deszczowe. Słońce prawie nie wychodzi zza chmurek. Jednak nie jest tak źle, bo po deszczu robi się błotko i kałuże. Ja bardzo lubię kałuże. Czasami mamusia pozwala mi trochę po nich sobie pochodzić.
Wczoraj także mi pozwoliła. Ubrałam kalosze i mogłam chodzić po wodzie ;) Tak mocno chlapałam, że aż cała byłam oblepiona błotem i prosto z kałuży poszłam do wanny :) Nawet w buzi miałam błotko ;) Ale była super zabawa!!!




czwartek, 20 czerwca 2013

zmiany... znowu

Znowu będziemy się przeprowadzać... i to już niedługo. Pojedziemy daleko, ale trochę bliżej niż Kanada ;) Tym razem będziemy mieszkać nadal w Polsce, ale bliżej morza. Tatuś już tam mieszka, przyjedzie po mnie i mamusię za jakiś tydzień. Żeby tatusiowi nie było smutno, pojechał z nim mój Edzio i duży pies oczywiście. Tatuś zabrał także moje zabawki, żeby mu się nie nudziło. :) W wolnej chwili może sobie porysować na tablicy albo pobawić się klockami ;)
Ja tutaj wcale się nie nudzę. Razem z mamusią, babcią i dziadziem dobrze się bawimy, chociaż za tatusiem mi tęskno. W Iwoniczu jest teraz bardzo gorąco i prawie codziennie kąpię się w basenie, opalam się i jem lody dla ochłody ;)




Codziennie chodzę także na spacerki, dla zdrowia. Dzisiaj byłam na takim dużym placu zabaw. Nie było już na nim dzieci, więc mogłam huśtać się, kręcić i bawić gdzie tylko chciałam. ;) Nawet raz uciekłam mamusi, bo chciałam sama zjechać na zjeżdżalni... ale mnie okrzyczała i musiałam wrócić.




Z dziadziem jechałam zabawkową ciuchcią i znaleźliśmy fontannę z kaczuszką. O mało co nie wpadłam do wody ;)


Bardzo lubię gdy jest ciepło. Mam nadzieję, że tego lata spotka mnie jeszcze dużo przygód ;)




piątek, 14 czerwca 2013

wycieczki

W niedzielę rodzice postanowili zrobić mi niespodziankę i zabrali na super wycieczkę. Wzięliśmy ze sobą również babcię i dziadzia.
Najpierw pojechaliśmy do Sanoka. Tam akurat przebywa prawdziwy Miś Uszatek!!! Poszliśmy go pooglądać. Szczerze mówiąc to myślałam, że jest trochę większy. Razem z Misiem Uszatkiem był zajączek, krecik, Reksio oraz Bolek i Lolek. Mamusia powiedziała, że to jest taka wystawa dawnych dobranocek. Bardzo mi się tam podobało.


Kiedy już wszystko obejrzeliśmy, postanowiliśmy pozwiedzać trochę rynek. Na rynku grała muzyka i było bardzo wesoło. Sprzedawali tam książki i balony :) Babcia z dziadziem oczywiście mi kupili kilka bajek i balonika. Później zadzwoniliśmy do wujka Krzyśka, żeby nie siedział tak sam w domku, tylko przyjeżdżał do nas. Jak już do nas dojechał, to ruszyliśmy dalej. Pojechaliśmy na Solinę. Na początku nie wiedziałam co to takiego. Teraz już wiem, że jest to miejsce gdzie jest dużo wody, dużo kramów i pełno ludzi. Pochodziliśmy tam trochę, zjadłam pierogi, loda i truskawki z gofra babci ;) A dziadzio kupił mi prawdziwego Timmiego :)


Wracając do domku byłam tak zmęczona, że już nawet nie miałam siły rozmawiać. Po powrocie odpoczywałyśmy sobie z babcią na leżaku i planowałyśmy kolejne wycieczki :)



wtorek, 11 czerwca 2013

Dzień Dziecka :)

1 czerwca wszyscy obchodzili Dzień Dziecka. Nawet mamusia i tatuś dostali coś słodkiego, chociaż już wcale dziećmi nie są ;) Ja jestem tutaj najmłodsza i jestem jedynym dzieckiem, więc dostałam najwięcej prezentów ;) Przyjechała nawet do mnie ciocia Karolina.
Jak wstałam rano i zjadłam śniadanko, to nagle ciocia wyszła z ukrycia, przywitała się ze mną i przyniosła prezenty :) Przywiozła mi z Krakowa fajne bajki z naklejkami, bo ja bardzo lubię naklejki. Później siedziałam z ciocią na podłodze i razem wyklejałyśmy książeczki. Wszyscy chcieli mi pomagać, chociaż ja sama przecież umiałam. ;) Z ciocią Karoliną było bardzo wesoło. Bawiła się ze mną w piaskownicy, a nawet poszła ze mną poskakać na trampolinie u sąsiadów.
Gdy przyszedł wreszcie wyczekiwany przeze mnie Dzień Dziecka, byłam bardzo podekscytowana. Po śniadanku dostałam pierwszy prezent - prawdziwy rower na dwóch kółkach. Trochę się bałam, że nie będę umiała na nim jeździć, ale mamusia powiedziała, że mnie nauczy.


Od razu chciałam go wypróbować, ale okazało się, że jest w częściach. Wujek Krzysiek zabrał się więc za składanie rowerka. Trochę mu pomogłam, dlatego w miarę szybko poszło. Gdy był gotowy, mogłam na niego wsiąść i jeździć.


To wcale nie było takie trudne. Wystarczy trzymać kierownicę i odpychać się nogami. Teraz już potrafię nawet sama pojeździć trochę po korytarzu :)
Później dostałam jeszcze inne prezenty: zestaw do baniek, kosz na zabawki, kredki i latarkę świnkę, którą mogę świecić w nocy, gdy jest ciemno. Mamusia dała mi również kredę do pisania po płytkach i zestaw małego lekarza, który dostałam od moich kuzynów w Oświęcimiu.
Wszystkie prezenty mi się bardzo podobają, a kosz pingwinek może być czasem dobrą kryjówką ;)




sobota, 1 czerwca 2013

ach ten maj...

Wczoraj był ostatni dzień maja. Ten miesiąc uciekł mi bardzo szybko. Zaczął się ogniskiem u wujka Janusza, a skończył znalezieniem nowego domku. W maju czasem było gorąco, a czasem zimno i padał deszcz. W maju byłam z rodzicami u babci Krysi i moich kuzynów, oraz na urodzinach Kuby. Często przyjeżdżał do nas Maciuś i się ze mną bawił. W maju był dzień Mamusi i Babci (bo babcia też jest mamusią), oraz urodziny tatusia. Było również takie święto, co się sypie kwiatki i dzwoni dzwonkiem. W maju jadłam moje pierwsze lody i bawiłam się z ciocią Karoliną. A oto zdjęcia zrobione właśnie w maju.

1. Ognisko u wujka Janusza. Wujek pożyczył mi na chwilę konika na biegunach. Wszyscy piekli kiełbaski i dobrze się bawili.



2. Urodziny tatusia. Wyjadałam cukierki z tortu ;)


3. Bawiłam się na dworze w cieplutkie dni.




4. Bawiłam się z kuzynami w Oświęcimiu. Malowaliśmy kredą płytki :)


5. Poszłam do kościółka sypać kwiatki i dzwonić dzwonkiem.


6. Pomagałam mamusi w domku, a babci w pracy ;)


7. Jadłam moje pierwsze lody, a ciocia Karolina kupiła mi na deptaku misia z dużymi oczami :D


Maj uważam za bardzo udany ;)

niedziela, 28 kwietnia 2013

bilans, trampolina i huśtawka

Kilka dni temu byłam u pani doktor na bilansie. Tak się nazywa badanie, które się robi dzieciom gdy skończą 2 lata. Bardzo się przestraszyłam, kiedy mamusia mi powiedziała, że musimy jechać...


Później jednak okazało się, że nie było się czego bać. Pani pielęgniarka mnie zmierzyła i zważyła na takiej specjalnej wadze. Powiedziała, że jestem duża :) Mam już 90 cm wzrostu ;) Chciała mi jeszcze zmierzyć ciśnienie, ale sobie nie dałam. Widziałam jak kiedyś dziadzio mierzył mamusi... i ona strasznie krzyczała, więc wolałam nie ryzykować. Gdy już weszłam do pani doktor, to ona mnie zbadała, ponaciskała mi brzuszek i policzyła zęby... Mogła zapytać to bym jej powiedziała, że mam 16. Kiedy już pani doktor stwierdziła, że jestem zdrowa i wszystko ze mną w porządku, mogliśmy wracać do domku. Rodzice zrobili mi niespodziankę i za to, że byłam taka grzeczna, zabrali mnie na lody!!! Pochodziliśmy sobie razem po deptaku, zjedliśmy lody i pooglądaliśmy fontanny. Było bardzo fajnie :)
Następnego dnia przyszła do nas pani sąsiadka. Porozmawiała trochę z babcią i zaprosiła mnie do swojego domku. Ona ma fajnego pieska. Jest prawie taki duży jak ja i nazywa się Keli, bo to dziewczynka. Czasami dzielę się z nim chrupkami, podaję mu przez siatkę :) No więc pani sąsiadka zaprosiła mnie na trampolinę!!! Poszłam z mamusią, babcią i dziadziem. Mamusia weszła ze mną do środka trampoliny i razem skakałyśmy. To było super, lepsze nawet od wersalki babci i dziadzia ;) Na początku się trochę bałam wysoko skakać, ale teraz (po kilku treningach) wcale się nie boję. Szkoda, że dziadzio nie ma takiej trampoliny, bo nie musiałabym codziennie chodzić do sąsiada ;)


Wczoraj tatuś zamontował mi huśtawkę. Niestety nie da się na niej mocno huśtać, bo drzewko, na którym wisi, jest jeszcze małe. Za to Maćkowi (mojemu kuzynowi) bardzo się ta huśtawka spodobała. Ciocia Ula pozwoliła nawet, żebym to ja go dzisiaj pohuśtała :) Maciuś był bardzo grzeczny.