W niedzielę byłam na prawdziwym barbecue. Tak tutaj mówi się na grilla :) Byliśmy u Pani Eli, która pomogła nam znaleźć domek. Było fajnie, ale niestety nie było żadnych dzieci. Był za to piesek, który biegał jak się mu rzucało jabłko, i aportował. Miał fajne imię, Waldek :) Siedział cały czas pod stołem i czekał, aż ktoś się nad nim zlituje i coś mu da. Wszyscy dorośli siedzieli, gadali i jedli. Ja też siedziałam i jadłam, a później poszłam sobie pochodzić i pohuśtać się na huśtawce. U Pani Eli rosną takie wielkie grzyby, sięgające mi prawie do pasa :) Miałam nawet swoje krzesełko, pożyczyłam od chłopca, bo on mógł siedzieć na trawce. Później Pani Ela przyniosła mi kocyk i bańki, żebym się nie nudziła. Wróciliśmy bardzo późno do domku.
Od wczoraj nie mamy wody. Wczoraj po południu przyjechali panowie i powiedzieli, że uszkodziła się rura, którą płynie woda do domku. Miasto kazało odciąć wodę, żeby się nie wylewała. Dzisiaj byli znowu panowie i tylko coś poznaczyli na trawce, i pojechali. Tatuś przyniósł trochę wody od Pani Eli z pracy, bo ona pracuje zaraz obok nas. Wylał tą wodę do wanny i tak sobie stoi. Mamusia powiedziała, że teraz to mam dni brudasa chyba za cały rok, bo już trzeci dzień się nie będę kąpać :) Byliśmy jeszcze w sklepie po wodę, taką do gotowania i do picia. Mam nadzieję, że szybko to naprawią, bo już brakuje mi chlapania się w wodzie...
Z okazji urodzin, życzę wujkowi Jackowi i wujkowi Jarkowi, dużo radości, szczęścia i spełnienia się choć jednego marzenia w nadchodzącym dla nich nowym roku :)
środa, 22 sierpnia 2012
poniedziałek, 20 sierpnia 2012
u Świętego Mikołaja
U Świętego Mikołaja było super. Okazało się, że nie musimy jechać aż na Biegun Północny, bo on na wakacje przyjeżdża do takiej swojej specjalnej wioski. Nie musiałam więc zabierać kurtki, wystarczyła bluza.
Najpierw jechaliśmy samochodem bardzo długo. Na szczęście wujek zabrał mi mały telewizorek i mogłam pooglądać sobie bajki, więc jakoś zleciało. Jak już dojechaliśmy, to okazało się, że więcej dzieci postanowiło Mikołaja odwiedzić... znaleźliśmy miejsce na parkingu i wtedy przesiadłam się na wózek. Do tej wioski wchodziło się przez taką dużą bramę, której pilnowały elfy. Jak wchodziło jakieś dziecko, to dostawało specjalną czapkę elfa. Ja też taką dostałam :)
Najpierw poszliśmy się przywitać z reniferami. Były w specjalnej zagrodzie i miały duże rogi. Był nawet Rudolf, ale nos mu nie świecił, bo on świeci tylko jak renifery latają. Tam można było kupić karmę dla reniferów i je pokarmić. Były specjalne dziury w ogrodzeniu, przez które wkładało się ręce i je głaskało. Ja też je głaskałam, mają bardzo gładką sierść. Na tym zdjęciu jestem z Rudolfem, który nawet mnie polizał :)
Jak już pogłaskałam i pooglądałam wszystkie renifery, poszliśmy na spotkanie z Mikołajem. Do Mikołaja była kolejka dzieciaków i trzeba było czekać. W jego domku wisiały różne zegary z różnymi czasami... i była duuuża skrzynka na listy. Jak bym wiedziała, to bym poprosiła mamusię żebyśmy taki list napisały. Kiedy już dochodziłam do Mikołaja, to usłyszałam jak mówią, że Pani Mikołajowej nie zobaczę, bo poszła robić obiad. Tak mnie to zasmuciło, że aż się popłakałam. Jak mnie mamusia posadziła na kolanach Mikołaja, to wszystko mu powiedziałam, że powinien zatrudnić elfy, a nie zaganiać żonę do kuchni. Chyba trochę przegięłam... ale zdążyłam go pozdrowić od wszystkich dzieci, które znam, i od wujka Jurka. Niestety wszystkie zdjęcia z Mikołajem mam jak płaczę... nad Panią Mikołajową oczywiście ;)
W wiosce Świętego Mikołaja było dużo różnych atrakcji. Najpierw poszłam z rodzicami przewieźć się kolejką. Objeżdżała ona całą wioskę dookoła. Było bardzo fajnie, szczególnie jak przyspieszała. Po drodze mijaliśmy różne zwierzątka, elfy, a nawet jechaliśmy po takim moście, na którym strasznie trzęsło. Jak wróciliśmy to chciałam jeszcze raz pojechać, ale mamusia powiedziała, że może później bo inne dzieci czekają. Żeby trochę się zrelaksować, poszliśmy coś zjeść. Jadłam takie kawałki mięska w kształcie zwierzątek :) Do tego kanapka, którą mamusia zabrała z domku, popiłam herbatką i mogłam już iść się bawić. Dobrze, że tam były huśtawki, bo dorośli jedli trochę dłużej niż ja ;)
Następnie poszliśmy na karuzele :) Najpierw jechałam na koniku, a mamusia mnie trzymała, żebym nie spadła. Trochę za wolno jak dla mnie jechał ten konik, ale i tak się cieszyłam. Później poszliśmy z rodzicami na inną karuzelę, samoloty. Na nich było naprawdę super. Leciałam bardzo szybko, a do tego gdy przyciągałam kierownicę, to wznosiliśmy się do góry!!! Chciałam jeszcze iść na takie coś spadające i na rollercoaster, ale miałam za mało wzrostu i mnie nie wpuścili.
Byliśmy też w małym zoo, w którym były kurki, kózki i osiołki. Mamusia nakarmiła świnkę i musiała iść myć ręce, bo świnka było ubrudzona błotkiem. Tatuś z wujkiem wygrali dla mnie takiego dmuchanego kaczorka, trafiając do kosza piłeczkami. Jak tak chodziliśmy, to znaleźliśmy taki plac zabaw z dużymi rurami, w których się zjeżdżało. Tatuś poszedł ze mną i zjeżdżaliśmy razem :)
Na koniec odnaleźliśmy jeszcze jedną karuzelę, diabelski młyn. Wsiadało się do takich dużych bombek choinkowych i wyjeżdżało bardzo wysoko. Pojechałam tak z mamusią i tatusiem na górę, a ciocia z wujkiem zostali na dole. Wtedy byłam już trochę zmęczona i chciało mi się spać.
Jak zeszliśmy z karuzeli, to postanowiliśmy powoli wracać do domu. Dostałam jeszcze trochę pamiątek i trzeba było jechać. Taka byłam zmęczona, że prawie całą drogę przespałam. Śniło mi się, że znowu latam samolotem ;)
Najpierw jechaliśmy samochodem bardzo długo. Na szczęście wujek zabrał mi mały telewizorek i mogłam pooglądać sobie bajki, więc jakoś zleciało. Jak już dojechaliśmy, to okazało się, że więcej dzieci postanowiło Mikołaja odwiedzić... znaleźliśmy miejsce na parkingu i wtedy przesiadłam się na wózek. Do tej wioski wchodziło się przez taką dużą bramę, której pilnowały elfy. Jak wchodziło jakieś dziecko, to dostawało specjalną czapkę elfa. Ja też taką dostałam :)
Najpierw poszliśmy się przywitać z reniferami. Były w specjalnej zagrodzie i miały duże rogi. Był nawet Rudolf, ale nos mu nie świecił, bo on świeci tylko jak renifery latają. Tam można było kupić karmę dla reniferów i je pokarmić. Były specjalne dziury w ogrodzeniu, przez które wkładało się ręce i je głaskało. Ja też je głaskałam, mają bardzo gładką sierść. Na tym zdjęciu jestem z Rudolfem, który nawet mnie polizał :)
W wiosce Świętego Mikołaja było dużo różnych atrakcji. Najpierw poszłam z rodzicami przewieźć się kolejką. Objeżdżała ona całą wioskę dookoła. Było bardzo fajnie, szczególnie jak przyspieszała. Po drodze mijaliśmy różne zwierzątka, elfy, a nawet jechaliśmy po takim moście, na którym strasznie trzęsło. Jak wróciliśmy to chciałam jeszcze raz pojechać, ale mamusia powiedziała, że może później bo inne dzieci czekają. Żeby trochę się zrelaksować, poszliśmy coś zjeść. Jadłam takie kawałki mięska w kształcie zwierzątek :) Do tego kanapka, którą mamusia zabrała z domku, popiłam herbatką i mogłam już iść się bawić. Dobrze, że tam były huśtawki, bo dorośli jedli trochę dłużej niż ja ;)
Następnie poszliśmy na karuzele :) Najpierw jechałam na koniku, a mamusia mnie trzymała, żebym nie spadła. Trochę za wolno jak dla mnie jechał ten konik, ale i tak się cieszyłam. Później poszliśmy z rodzicami na inną karuzelę, samoloty. Na nich było naprawdę super. Leciałam bardzo szybko, a do tego gdy przyciągałam kierownicę, to wznosiliśmy się do góry!!! Chciałam jeszcze iść na takie coś spadające i na rollercoaster, ale miałam za mało wzrostu i mnie nie wpuścili.
Na koniec odnaleźliśmy jeszcze jedną karuzelę, diabelski młyn. Wsiadało się do takich dużych bombek choinkowych i wyjeżdżało bardzo wysoko. Pojechałam tak z mamusią i tatusiem na górę, a ciocia z wujkiem zostali na dole. Wtedy byłam już trochę zmęczona i chciało mi się spać.
Jak zeszliśmy z karuzeli, to postanowiliśmy powoli wracać do domu. Dostałam jeszcze trochę pamiątek i trzeba było jechać. Taka byłam zmęczona, że prawie całą drogę przespałam. Śniło mi się, że znowu latam samolotem ;)
piątek, 17 sierpnia 2012
nasz stały gość
Nasz stały gość to wiewiórka :) Przychodzi codziennie i sprawdza, czy może zostawiłam trochę chlebka ze śniadanka. Jeśli jest na tarasie w dużej donicy, to sobie zabiera. Natomiast jeżeli nie ma... to zjada inne rzeczy, jak na przykład kwiatki mamusi, lub ubrania z suszarki :) Ta wiewiórka wcale się nas nie boi. Mamusia czasami na nią krzyczy, żeby sobie poszła, ale ja ją bardzo lubię. Jest cała czarna i ma puszysty ogon. Udało nam się nawet zrobić jej zdjęcie. Ona chyba lubi pozować, bo bardzo jej się to spodobało :)
Jutro jadę odwiedzić Świętego Mikołaja!!! Ciocia z wujkiem zabierają nas na wycieczkę na Biegun Północny :) Muszę się bardzo ciepło ubrać. Oczywiście pozdrowię Mikołaja od wujka Jurka, bo prosił mnie o to już bardzo dawno temu. Na pewno poznam również Panią Mikołajową i renifery. Ciekawe, czy będzie Rudolf z czerwonym nosem :) Już się nie mogę doczekać :)
Jutro jadę odwiedzić Świętego Mikołaja!!! Ciocia z wujkiem zabierają nas na wycieczkę na Biegun Północny :) Muszę się bardzo ciepło ubrać. Oczywiście pozdrowię Mikołaja od wujka Jurka, bo prosił mnie o to już bardzo dawno temu. Na pewno poznam również Panią Mikołajową i renifery. Ciekawe, czy będzie Rudolf z czerwonym nosem :) Już się nie mogę doczekać :)
poniedziałek, 13 sierpnia 2012
dzień brudasa
Dzisiaj był wreszcie mój ulubiony dzień, dzień brudasa :) Mogłam się brudzić do woli. Mamusia nawet pozwoliła mi pomalować sobie rączki flamastrami. Niestety lakieru do paznokci nie mogłam użyć, ale może będę mogła jak zrobimy dzień księżniczek :) No więc dzisiaj nie musiałam uważać, żeby się nie oblać zupką, lub nie zabrudzić bluzki jogurtem. A jeszcze na koniec niespodzianka, nie było wieczornej kąpieli!!! Mamusia powiedziała, że jak dzień brudasa, to do samego końca :) Mam nadzieję, że częściej będziemy urządzać takie dni.
Ostatnio u mnie nie dzieje się nic ciekawego. Pada ciągle deszcz i muszę siedzieć w domku. Czasami wychodzę na krótki spacer, jak przestaje padać. Dzisiaj byłam z tatusiem w sklepie po chlebek, bo nam brakło i nie miałam z czego zjeść kanapeczek. Mamusia robi mi takie małe wagoniki z chlebka z masełkiem i szyneczką. Wtedy mogę sama je zajadać. Najpierw zjadam szyneczkę, a później chlebek, jeśli mi się jeszcze zmieści. Dzisiaj na obiadek miałam rosołek i mięsko. Bardzo lubię rosołek z kluseczkami i marchewką. Tyle go zjadłam, że później to mi aż chlupało w brzuszku :)
W sobotę byli u nas ciocia z wujkiem i sprawili mi super prezent. Dostałam strój na Halloween. Jest to strój biedronki :) Mamusia mi nawet jedną część przymierzyła i okazało się, że jest dobra. Do tego są jeszcze rajtuzki i bluzeczka, ale na razie nie ubierałam całości. A tak wyglądałam :)
Ostatnio u mnie nie dzieje się nic ciekawego. Pada ciągle deszcz i muszę siedzieć w domku. Czasami wychodzę na krótki spacer, jak przestaje padać. Dzisiaj byłam z tatusiem w sklepie po chlebek, bo nam brakło i nie miałam z czego zjeść kanapeczek. Mamusia robi mi takie małe wagoniki z chlebka z masełkiem i szyneczką. Wtedy mogę sama je zajadać. Najpierw zjadam szyneczkę, a później chlebek, jeśli mi się jeszcze zmieści. Dzisiaj na obiadek miałam rosołek i mięsko. Bardzo lubię rosołek z kluseczkami i marchewką. Tyle go zjadłam, że później to mi aż chlupało w brzuszku :)
W sobotę byli u nas ciocia z wujkiem i sprawili mi super prezent. Dostałam strój na Halloween. Jest to strój biedronki :) Mamusia mi nawet jedną część przymierzyła i okazało się, że jest dobra. Do tego są jeszcze rajtuzki i bluzeczka, ale na razie nie ubierałam całości. A tak wyglądałam :)
poniedziałek, 6 sierpnia 2012
nowe odkrycia
Już jestem zdrowa, no prawie. Czasami jeszcze mam katar, ale już dzisiaj mogłam się pohuśtać na huśtawce w parku. Ostatnio odkrywam różne ciekawe rzeczy. Na przykład odkryłyśmy z mamusią dziwne drzewko. Rośnie na naszej trasie do parku. Ma na sobie teraz bardzo dużo malutkich kuleczek, które wyglądają jak wiśnie. Ale to wcale nie są wiśnie. Mamusia dzisiaj zerwała dwa te owoce i okazało się, że to jabłuszka, tylko takie maleńkie. Nie wiedziałam, że takie istnieją.
Dzisiaj odkryłam jeszcze coś ciekawego... lalka umie pływać, a miś nie :) Mamusia pozwoliła mi zabrać lalkę do kąpieli, a misia przemyciłam sama, żeby lalce nie było smutno. Oczywiście to nie był Edzio, bo mamusia by go na pewno zauważyła. Zabrałam takiego małego misia, a jak mamusia wkładała mnie do wanny, to szybko go schowałam pod pianę. Myślałam, że wypłynie, ale niestety... nie wypłynął tylko zaczął się topić. A lalka nic sobie z tego nie robiła, tylko w najlepsze unosiła się na plecach. Mamusia jak zobaczyła co się dzieje, to szybko misia wyciągnęła... i wykręciła. Nie wiedziałam, że tak się ratuje tonące misie. Teraz miś musi wyschnąć, bo jeszcze dostanie kataru, jak ja. No więc już wiem, że misie nie pływają, w przeciwieństwie do lalek. Chciałam jeszcze sprawdzić jak to jest z mamusi zegarkiem, ale mi się nie udało...
Jest jeszcze jedna sprawa, którą udało mi się odkryć... Świat wygląda całkiem inaczej, gdy się go ogląda do góry nogami :) Nauczyłam się stania na głowie i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa. Do góry nogami wszystko jest takie śmieszne... nawet rodzice, którzy mówią żebym tak nie stawała, wyglądają jakby wisieli w powietrzu. Muszę jeszcze trochę potrenować, żebym mogła dłużej postać, ale wszystko jest na dobrej drodze :)
Dzisiaj odkryłam jeszcze coś ciekawego... lalka umie pływać, a miś nie :) Mamusia pozwoliła mi zabrać lalkę do kąpieli, a misia przemyciłam sama, żeby lalce nie było smutno. Oczywiście to nie był Edzio, bo mamusia by go na pewno zauważyła. Zabrałam takiego małego misia, a jak mamusia wkładała mnie do wanny, to szybko go schowałam pod pianę. Myślałam, że wypłynie, ale niestety... nie wypłynął tylko zaczął się topić. A lalka nic sobie z tego nie robiła, tylko w najlepsze unosiła się na plecach. Mamusia jak zobaczyła co się dzieje, to szybko misia wyciągnęła... i wykręciła. Nie wiedziałam, że tak się ratuje tonące misie. Teraz miś musi wyschnąć, bo jeszcze dostanie kataru, jak ja. No więc już wiem, że misie nie pływają, w przeciwieństwie do lalek. Chciałam jeszcze sprawdzić jak to jest z mamusi zegarkiem, ale mi się nie udało...
Jest jeszcze jedna sprawa, którą udało mi się odkryć... Świat wygląda całkiem inaczej, gdy się go ogląda do góry nogami :) Nauczyłam się stania na głowie i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa. Do góry nogami wszystko jest takie śmieszne... nawet rodzice, którzy mówią żebym tak nie stawała, wyglądają jakby wisieli w powietrzu. Muszę jeszcze trochę potrenować, żebym mogła dłużej postać, ale wszystko jest na dobrej drodze :)
wtorek, 31 lipca 2012
jestem chora
W niedzielę, jak byliśmy w kościółku, bawiła się ze mną taka chińska dziewczynka i zaraziła mnie katarem. Teraz przez to wszystko nie mogę w nocy spać, a w dzień wychodzić na place zabaw... Okropnie się czuję, ciągle leci mi z nosa, a od tych chusteczek to chyba jakiegoś uczulenia dostanę, bo strasznie drapią. Mamusia dała mi dzisiaj syropek, no i straszne krople do nosa, których nie lubię. Mam nadzieję, że mi szybko minie.
Mamusia nawet mnie straszyła, że pójdziemy do lekarza, ale na szczęście dla mnie, jak dotąd żaden z polskich lekarzy nie zgodził się nas przyjąć. Tatuś szuka dalej... nawet przez to ominęło mnie już jedno szczepienie :) Mam nadzieję, że nie będę go musiała nadrabiać.
Mamusia nawet mnie straszyła, że pójdziemy do lekarza, ale na szczęście dla mnie, jak dotąd żaden z polskich lekarzy nie zgodził się nas przyjąć. Tatuś szuka dalej... nawet przez to ominęło mnie już jedno szczepienie :) Mam nadzieję, że nie będę go musiała nadrabiać.
Maciuś
Dwa tygodnie temu przyszedł na świat mój nowy kuzyn. Ma na imię Maciuś i jest synkiem cioci Uli i wujka Andrzeja. Maciuś jest jeszcze bardzo malutki i nie umie chodzić, mówić, a nawet siedzieć. Mamusia mówi, że ja też kiedyś byłam taka malutka, ale ja za bardzo tego nie pamiętam. Maciuś jest taki malutki jak moja lalka, ale mamusia mówi, że szybko urośnie. Mam nadzieję, że będę się już mogła z nim pobawić, kiedy wrócimy do Polski. Powiedziałam mamusi, że chciałabym mieć też w domku takiego dzidziusia, ale ona wytłumaczyła mi, że wtedy nie mogłaby się tyle ze mną bawić, bo musiałaby się nim zajmować. Myśląc tak sobie, zrezygnowałam ;) Życzę Maciusiowi dużo siły, zdrówka, talentu muzycznego, uśmiechu (gdy już będzie mógł się uśmiechać) i mało bolesnych szczepionek, które go niestety czekają. :)
A to jest Maciuś :)
A to jest Maciuś :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




