poniedziałek, 25 marca 2013

kilka słów (i zdjęć)

Długo nie pisałam, bo u mnie ostatnio nic ciekawego się nie dzieje. Wiosna nie chce do nas przyjść, a bardzo już na nią czekam. Z dziadziem jest już lepiej, często do nas przyjeżdża z sanatorium. Na szczęście już jutro wychodzi do domku. Bardzo się z tego cieszę.
Niedługo będą święta, na które jedziemy z rodzicami do babci Krysi, i będą moje drugie urodziny :) Na urodziny wrócę oczywiście do Iwonicza. Babcia Ela obiecała, że upiecze mi pyszny tort. Mam nadzieję, że uda mi się zabrać do Iwonicza babcię Krysię, to będziemy razem świętować. Już się nie mogę doczekać.
Jak wrócę to oczywiście napiszę jak było w Oświęcimiu i jak wyglądały moje urodziny. A teraz kilka zdjęć z ostatniego miesiąca :)






czwartek, 14 lutego 2013

wraca dziadzio

U mnie ostatnio nudno... Siedzę w domu z rodzicami, czasami wujek Krzysiek na chwilę przyjdzie, albo ciocia Stasia przyniesie nam zupkę, a poza tym nic się nie dzieje. Dziadzio zachorował i musi być w szpitalu, a babcia pojechała do cioci Karoliny do Krakowa, żeby go odwiedzać. Mnie niestety nie chcieli zabrać. Na szczęście już jutro dziadzio wraca do domku!!! Weźmie ze sobą nawet babcię Elę :) Mamusia mówi, że na razie nie będę mogła dziadzia męczyć, ale ja wcale nie zamierzam... będę się tylko z nim bawić :) Bardzo się cieszę, że wreszcie znowu zacznie się tutaj coś dziać :)
Ja też byłam ostatni chora, ale nie musiałam iść do szpitala. Miałam katar, kaszel i wszystko mnie bolało. Dobrze, że nie zaraziłam mojego kotka. Pani doktor dała mi syropki i wyzdrowiałam. Ciekawe, czy dziadzio też miał syropki... Jeśli nie, to moich trochę zostało :) Teraz już mogę wychodzić na śnieg i lepić bałwana. Dzisiaj byliśmy z rodzicami na zakupach, żeby babcia z dziadziem mieli co jeść, jak wrócą do domku. Kupiłam nawet dziadziowi zdrowy soczek. Jutro będę na nich czekać od samego rana :)


wtorek, 29 stycznia 2013

nie ma jak w domu

Miałam już nie pisać bloga bo myślałyśmy z mamusią, że jak już jesteśmy w Polsce to wszyscy wiedzą co się u mnie dzieje, ale skoro się dopytujecie.... to napiszę co tu u mnie słychać ;)
Po powrocie do Polski byłam bardzo zajęta. Najpierw były Święta. Byliśmy na dwóch Wigiliach i poznałam bardzo dużo osób z mojej rodziny. Bardzo polubiłam mojego kuzyna Tymka, bawiłam się jego samochodami i graliśmy trochę w kręgle, kiedy dorośli rozmawiali. Obiecałam Tymkowi, że jak pojedziemy do mojej babci Krysi do Oświęcimia, to na pewno go odwiedzę. On mieszka w Kuźni Raciborskiej, a tatuś mówi, że to od Iwonicza trochę daleko.
Święta minęły bardzo szybko i żeby o nich nie zapomnieć babcia z dziadziem postanowili zrobić wieczór kolędowy. Wtedy się razem śpiewa kolędy i pije dziwne niedobre rzeczy (tak przynajmniej to wyglądało). Na wieczorze kolędowym byli ciocia Stasia, wujek Adam oraz ciocia Ania i wujek Tomek, którzy przylecieli ze Szkocji. Przyjechali do nas także ciocia Ula, wujek Andrzej i mój malutki kuzyn Maciuś. Maciuś jest jeszcze trochę mały i nie można się z nim bawić. Jednak dobrze wiedział, że na wieczorze kolędowym trzeba śpiewać, nawet próbował... i grał na grzechotkach :) Ja także grałam i śpiewałam. Wujek Andrzej przywiózł gitarę i jakieś inne fajne instrumenty. Wypróbowałam je wszystkie, ale najbardziej podobały mi się te, które najgłośniej grały. Tutaj właśnie gram i śpiewam.


U babci i dziadzia mieszka się bardzo fajnie. Ciągle jest ktoś w domku i już nie zostaję sama z mamusią. Do tego często mamy gości, którzy przynoszą mi prezenty :) Babcia, dziadzio i wujek Krzysiek lubią się ze mną bawić i wygłupiać. Jak była ciocia Karolina to było jeszcze weselej, ale niestety musiała wracać do Krakowa. Kiedyś mnie zabierze do smoka, bo w Krakowie to mieszka smok.
Jak skończyły się Święta to przyszedł Nowy Rok. Ja tam różnicy nie widzę, no ale niech będzie że przyszedł. Pojechaliśmy wtedy odwiedzić babcię Krysię, ciocię Dominikę, wujka Tomka i moich trzech kuzynów. Oni mieszkają daleko, bo aż w Oświęcimiu, więc trzeba było długo do nich jechać. Babcię poznałam od razu, a z moimi kuzynami zrozumieliśmy się bez słów. Mają fajny pokój z piętrowym łóżkiem i dużą ilością zabawek. Tymek nauczył mnie obsługi pilota, z Bobim skakałam po tym piętrowym łóżku, a Kornel pokazał jak się wspinać na różne wysokości. Chłopaki pożyczyli mi też sanki, bo wtedy akurat spadł śnieg i mogłam wreszcie poznać prawdziwą zimę.



Jak byliśmy w Oświęcimiu to często jeździliśmy w różne miejsca i odwiedzaliśmy ciocie i wujków. Byliśmy w Kuźni odwiedzić Tymka, który bardzo się ucieszył na mój widok. Odwiedziliśmy nawet mojego kolejnego kuzyna, Kubę. On jest już duży, bo ma aż 6 lat i chodzi do zerówki. W pokoju ma prawdziwego chomika!!! Też bym chciała chomika...
Kiedy mieliśmy już wracać do Iwonicza to Kuba przyjechał mnie pożegnać i udało mi się zrobić sobie zdjęcie z wszystkimi moimi kuzynami. Brakło tylko Tymka, tego z Kuźni. Na zdjęciu jestem ja, Kornel, Tobiasz, Tymek i Kuba. To dziwne, ale nie mam żadnej kuzynki ;)


Po powrocie do Iwonicza czekała na mnie wielka niespodzianka! W pokoju stały paczki, a w nich... moje zabawki i oczywiście Edzio!!! Bardzo się ucieszyłam i szybko chciałam wszystko otworzyć. Bardzo się cieszę, że moje rzeczy nie zabłądziły, tylko wróciły do mnie. Pewnego wieczoru Edzio wszystko mi opowiedział, jak jechał pociągiem i płynął statkiem bardzo długo. Miał po drodze bardzo ciekawe przygody. Jednak i on i ja cieszymy się, że znów jesteśmy razem.


Po otwarciu wszystkich paczek i wyciągnięciu moich zabawek, salon babci i dziadzia wyglądał tak :)


Babcia z dziadziem zrobili mi jeszcze jedną niespodziankę i jak pojechali na zakupy, to przywieźli mi sanki :) Teraz już mogę wychodzić na zimowe spacery i przejażdżki.
To chyba wszystkie nowości u mnie... aaa jeszcze jedno. Ostatnio dziadzio dał mi do zjedzenia prawdziwą czekoladkę. Mamusia i tatuś mi nie pozwalają jeść czekoladek, ale dziadzio pozwala mi na wszystko :) Czekoladka była bardzo dobra, słodka i lepiąca. Po zjedzeniu jej miałam brązową buzię i ręce... więc nie dało się tego ukryć przez mamusią, która nie była nawet tak bardzo zła.



poniedziałek, 24 grudnia 2012

ostatnie dni w Kanadzie

Ostatnie dni w Kanadzie w moim domku były okropne. Wszystko powoli znikało... codziennie ktoś przyjeżdżał i zabierał nasze rzeczy. Rodzice ciągle biegali i sprzątali. W środę przyjechała ciocia Bogna i zabrała wszystkie moje zabawki, książeczki i łóżeczko. Nawet nie mogłam się pobawić ten ostatni raz. W ten sam dzień rodzice zapakowali resztę rzeczy i pojechaliśmy do domku cioci i wujka. Gdy dotarliśmy na miejsce zobaczyłam, że w oknie świeci się dużo kolorowych światełek. Była to choinka. Choinka sięgała aż do sufitu, a świeciły się na niej lampki i wisiały różne bańki i aniołki. Mogłam nawet dotykać światełek, bo to były takie nieparzące. Pod choinką czekał na mnie prezent. Była to skarpeta, w której znalazłam zabawki i czapkę świętego Mikołaja :) Na początku jej nie chciałam ubierać, ale później mi się spodobała.


U cioci i wujka było bardzo fajnie. Mieliśmy nawet pożegnalny obiad świąteczny, na który przyjechali ciocia Gabrysia i wujek Józek. Dostałam od nich poduszkę do samolotu z Dorą ;)
Czas z ciocią i wujkiem szybko się skończył i trzeba było się pakować. Mamusia ciągle przepakowywała walizki, a tatuś je ważył. Mamusia była okropnie zdenerwowana. Na szczęście ciocia się ze mną bawiła :) W piątek wieczorem trzeba było zapakować wszystkie rzeczy do samochodu i jechać na lotnisko. Mamusia bała się lecieć samolotem i musiała pić jakieś niedobre herbatki. Na lotnisku było dużo ludzi. Poszliśmy oddać bagaże i na prześwietlenie. Nawet mój kotek musiał być prześwietlony. Pani powiedziała, że zrobi mu tylko zdjęcie i zaraz mi go odda. Pożegnałam się z ciocią i wujkiem, i do samego końca posyłałam im całuski.
Po długim oczekiwaniu mogliśmy wsiadać do samolotu. Ja siedziałam z mamusią przy oknie, a obok nas tatuś. Jak startowaliśmy, to mamusia trzymała mocno tatusia za rękę, a ja patrzyłam przez okno i się cieszyłam, bo to było trochę tak, jakby lecieć na karuzeli.

środa, 12 grudnia 2012

a ja czekam...

Z każdym kolejnym dniem w naszym domku robi się coraz bardziej pusto. W sobotę ciocia z wujkiem zabrali dużo swoich rzeczy i teraz mam więcej miejsca do biegania i zabawy. Co kilka dni ktoś nas odwiedza  i ogląda co jeszcze nam zostało. Na szczęście mamusia powiedziała, że zabawki zabiorą dopiero w ostatni dzień naszego pobytu w tym domku. Jak już wszystko zostanie zabrane to przeniesiemy się na chwilę do domku cioci i wujka.
Na zakupy już prawie nie chodzimy, bo trzeba pozjadać zapasy z lodówki i wykorzystać wszystkie produkty. Mam nadzieję, że wiewiórce też coś zostawimy na pożegnanie.
Zostało tylko dziesięć dni do naszego wylotu samolotem. Tatuś jeszcze chodzi do pracy, ale już od poniedziałku będzie miał wolne. Mamusia mówi, że znowu wszystko się pozmienia. Babcia z dziadziem się cieszą, że nas zobaczą, a ciocia z wujkiem smucą, że wyjeżdżamy. Mamusia i tatuś przygotowują rzeczy i załatwiają różne ważne sprawy. Ja się trochę boję, a trochę cieszę, bo nie wiem jak to będzie... bawię się jeszcze zabawkami, które dostanie ode mnie inne dziecko...
i czekam...


czwartek, 6 grudnia 2012

Mikołaj

Chciałam Wam powiedzieć, że był dzisiaj u mnie Mikołaj. Jak się rano obudziłam, to pomyślałam sobie, że o mnie zapomniał, ale jednak nie...
Rano nie było śladu po śniegu i bardzo się tym zmartwiłam. Na szczęście mamusia mnie pocieszała, że Mikołaj to lata w tych saniach, a nie jeździ. Rano się ubrałam, pobawiłam i poszłam z rodzicami na zakupy. Kiedy wróciliśmy do domku, to czekał na mnie prezent. Mikołaj przyniósł go, kiedy nas nie było w domku. Jest to śliczny mikołajkowy piesek :) Będę go mogła zapakować do walizki i zabrać do Polski. Nie zostawiłam Mikołajowi ciasteczek, ale sam poczęstował się zupą jarzynową, bo mamusia zauważyła, że trochę ubyło, a w kuchni pojawił się brudny talerz. Mikołaj nie może jeść tyle ciastek, bo i tak ma duży brzuch, a zupka na pewno dobrze mu zrobiła i trochę rozgrzała.
Bardzo się cieszę, że Mikołaj o mnie nie zapomniał i bardzo mu dziękuję za prezent :)


środa, 5 grudnia 2012

pada śnieg

Dzisiaj od rana padał śnieg. Było go naprawdę dużo. Bardzo się ucieszyłam, bo przecież jutro do wszystkich grzecznych dzieci przychodzi Mikołaj, to będzie miał po czym jeździć saniami. Mamusia mi powiedziała, że ten Mikołaj będzie w Polsce i nie wiadomo, czy mnie tutaj znajdzie... ale ja wiem, że znajdzie :) Wiem też, że nie dostanę żadnego dużego prezentu, ponieważ nie dało by się go zabrać, ale jakiś malutki... no bo przecież byłam grzeczna ;)

Postanowiłam pomóc trochę Mikołajowi i przebrałam się dzisiaj za elfa. Jak Mikołaj będzie miał kłopoty z dowiezieniem prezentów, to ja chętnie mu pomogę. Mogę nawet jechać na Rudolfie ;) Mamusia nauczyła mnie kilku piosenek o zimie, to sobie pośpiewamy.